Skocz do zawartości

O ubekach, ich ofiarach i metodach pracy


Rekomendowane odpowiedzi

  • Odpowiedzi 217
  • Created
  • Ostatniej odpowiedzi
Ppor. Kazimierz Felczak, s. Jana, ur. 6 lutego 1922 roku w Kościeszu, gm. Gołymin, pow. Pułtusk. Od 1944 roku partyzant AL, ps. Kamienny" ( według słów własnych w oddziale, operującym w Puszczy Myszynieckiej[Kurpiowskiej] mjr ,,Mazura - brak bliższych danych, członek PPR. W styczniu 1945 roku wstąpił do MO w Ciechanowie. Funkcjonariusz UB od lutego 1945 roku, początkowo jako gminny referent UB przy posterunku MO w Gołyminie.W związku z brutalnym zachowaniem wobec osób zatrzymanych oraz gorliwym ściganiem osób związanych z podziemiem, otrzymał zaocznie wyrok śmierci. Trzeciego czerwca 1945, posterunek został rozbity przez przybyły z powiatu pułtuskiego patrol NSZ Feliksa Rybarczyka ps.,,Siekiera". Felczak, wraz ze śledczym Piotrowskim oraz ujętym gminnym sekretarzem PPR Kędzierskim został zabrany za miasto, gdzie miał być rozstrzelany.Podczas prowadzenia na miejsce egzekucji udało mu się uciec ( został ranny w bok), dwaj pozostali zostali zabici( według K.Krajewskiego Piotrowski poległ w walce). W dniu 10 czerwca 1945 ten sam patrol, prawdopodobnie w poszukiwaniu Kazimierza, wszedł do domu jego rodziców we wsi Osiek - Górny,skąd zabrano brata Józefa, również funkcjonariusza UB, którego niedaleko domu rozstrzelano. Po tych wydarzeniach Kazimierza przeniesiono do Ciechanowa, a na stępnie , na jego prośbę do Bielska Podlaskiego. W 1946 r przeniesiony do PUBP Augustów, gdzie dał się poznać jako jeden z brutalniejszych śledczych. 23 stycznia 1949 roku na stacji kolejowej w Ełku, będąc w stanie upojenia alkoholowego, zatrzymał ujawnionego w kwietniu 1947 ppor. Piotra Milanowskiego, ps. Ćma", Łuk", Rukść", dowódcę kompanii AK, AKO i WiN z powiatu augustowskiego. Po wyprowadzeniu go za miasto i zabraniu portfela oraz zegarka strzelił do niego pięciokrotnie, a następnie uciekł. Milanowski zdołał dotrzeć do szpitala, gdzie na skutek odniesionych ran zmarł następnego dnia. Przedtem został jednak przesłuchany. Po zatrzymaniu Felczak twierdził, że został zaatakowany przez trzech uzbrojonych mężczyzn, prawdopodobnie wspólników andyty" Milanowskiego, którego zastrzelił podczas próby ucieczki. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Białymstoku z 13 maja 1949 roku (Sr 240/49) Kazimierz Felczak został skazany na 5 lat więzienia. Na skutek zażalenia, wniesionego przez prokuratora na wniosek brata Józefa Milanowskiego, Najwyższy Sąd Wojskowy wyrok uchylił i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia. Wyrokiem WSR w Białymstoku z 20 grudnia 1949 roku (Sr 481/49) Felczak skazany został na 10 lat więzienia i degradację do stopnia szeregowca. 31 lipca 1953 roku został warunkowo zwolniony. Dalszych danych brak.
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Fragment relacji Franciszka Dziekońskiego ps. ,,Puszczyk :

,,(...)Załadowali mnie na sanie, razem ze mną Bujnickiego z Kukowa, Olszewskiego, Staśka Słowikowskiego. Zawieźli mnie do Olecka i zaczęli się ze mną bawić, a tak się bawili , że na tyłku i na łydkach i udach to mi mięso odchodziło. Jeden siadał na nogi, drugi na głowę i jak docisnęli to człowiek ledwo dychał. Najgorszy był oprawca taki Bronisław Pyślak, co na niego ,,Siemiaszko” wołali. Lał mnie kablem , kłonicą i bykowcem. No i tak trzy miesiące to trwało. (...)"
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Fragment relacji Jana Kowalewskiego ps. ,,Wiewiórka :

,,(...) Aresztowali mnie w polu jak robiłem 14 czerwca 1950 roku. Przyszło po mnie dwóch kabewiakóew a w obejściu już ubowcy rządzili. Podrzucili mi i broń i słuchawki od radia. Śledztwo prowadził Stachowiak. Podczas przesłuchań byłem wielokrotnie bity- w pięty, po głowie, po twarzy, po kręgosłupie, miałem wybity ząb. Przetrzymywali mnie w piwnicy na gołym betonie bez koca i bez siennika. Siedziałem w tym co mnie wzięli, a ubranie bardzo często miałem mokre od wody, którą mnie polewali jak mdlałem podczas przesłuchania ."
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Fragment relacji Romualda Dębowskiego ps. ,,Dolina :

,,(...)Mnie zaś, po przewiezieniu do U.B. postawiono zaraz przy rozgrzanym piecu. Gorąc straszny, bo był to przecież lipiec. Ubowcy leżąc sobie wygodnie na kanapie przesłuchiwali mnie na zmianę przez cztery dni.
Nogi miałem spuchnięte od stania, cały byłem mokry od potu, a język miałem sztywny z pragnienia. Ubowcy zadawali pytania, a gdy milczałem, lub wciskałem im lipę to walili moją głową w piec i kopali w brzuch i przyrodzenie. Jak zemdlałem to polali wodą i od nowa to samo, dobre było to, że jak oblewali to zawsze zdołałem trochę wody liznąć. Jak poprosiłem o wodę to zrobili zdziwione miny i powiedzieli : ,,Ach prawda, pewnie ty i głodny ?” i przynieśli śledzia nie płukanego prosto z beczki. Nie chciałem jeść, to opadli mnie w kilku, rzucili na ziemię i trzonkami łyżek próbowali otworzyć mi usta i wepchnąć tego śledzia. Pokaleczyli mi usta i dziąsła, a sól ze śledzia paliła jak ogień. Powiedzieli, że dostanę pić jak zacznę gadać, a najlepiej jak pomogę im łapać Burdyna i Sadowskiego. Gdy i to nie pomogło wymyślili inną torturę: Wiązali nogi, pod kolana kij wsadzali, a ręce do kija wiązali. Siedziałem zgięty w pałąk, ruszyć się nie mogłem , a oni walili kablem, pałami, albo kopali jak piłkę. Piątego dnia do Suwałk mnie przewieźli i okazało się, że moją żonę też zabrali. Małe moje dzieci zostały z moją siostrą. Żonę puścili po tygodniu chyba, ze względu na dzieci, ale w tym czasie zdążyli nas kompletnie ograbić. Załadowali wszystko na samochód i powieźli do Suwałk. Nie zostało dosłownie nic, nawet krowy jednej nie zostawili, żeby dzieciaki mleko miały. Śledztwo miałem bardzo ciężkie, bo nie chciałem się przyznawać. W piwnicy w U.B. siedziałem z Kazimierzem Czyżem pseudonim ,,Stach” – jego dwaj bracia Józef i Henryk położyli pod siebie granat i zginęli, jak ich ubeki brać już mieli podczas tej obławy koło Bakaniuka. Właściwie to oni zginęli w Jesionowie, czy Suchodołach, jak ukryli się u jednego gospodarza w konopiach. Niestety zauważyła ich jedna nauczycielka i pokazała Ubowcom ich kryjówkę. Kazimierz, którego złapali bo pies milicyjny go wywęszył ukrytego w stodole, miał odstrzelone ucho i przestrzelone przedramię, a Ubowcy nie dali mu ani lekarza, ani lekarstw czy choćby opatrunku – rany zasklepiły się mu po pewnym czasie same. Za to plecy boki i nogi to wcale nam się nie goiły, bo co dzień było śledztwo i co dzień odnawianie ran zadanych przez oprawców kablami i kijami. Do tego wszy, które nas żarły żywcem – sypali na nas proszek DDT, ale nic to nie pomagało. Nie mieliśmy żadnej pościeli, siedzieliśmy na gołym betonie w smrodzie od DDT i od kibli, do których się załatwialiśmy, a które wypróżniane były raz na dobę. Przykro mi o tym mówić, ale powiem, żeby było wiadomym jakimi bydlętami byli ubecy.
Trzymali nas mężczyzn starych, młodych , dzieciaków razem z kobietami i dziewczynami, tak jakby nie mogli ich dać do innej celi. To było potworne poniżenie dla tych dziewczyn, bo jak wcześniej wspominałem, wszystkie potrzeby fizjologiczne trzeba było załatwiać do kibla. On był nieosłonięty , na widoku – choć gdy dziewczyny się załatwiały wszyscy stawaliśmy twarzami do ścian i udawaliśmy, że nic się nie dzieje, to co musiały czuć te dziewczyny. Jaki wstyd i upokorzenie. Do tego ubowcy wyzywali je od ,,bandyckich kurew” i uprzykrzali życie na każdym kroku. A tak na marginesie to najczęściej używanym przez ubowców przekleństwem było : ,,jobany w boha mać” – to chyba najlepiej oddaje ich kulturę i pochodzenie.(...)"
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Fragment relacji Stefana Milewskiego ps. ,,Kozak :

,,(...)Ujawniłem się z całym odziałem. Zostałem aresztowany 18 kwietnia 50 roku. W śledztwie w ciemnicy mnie trzymali przez 1,5 roku zarzucali mi, że źle się ujawniłem. Chcieli ze mnie konfidenta zrobić, żebym świadczył przeciw kolegom – Stachowiak mnie lał kablem i pałą po piętach, tak że teraz z trudnością chodzę. (...)"
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Polecam książkę Mateusza Wyrwicha W celi śmierci". Książka składa się z relacji osób w tym jednego oficera SS, którzu dostali KS i przebywali w pojedynczych bądź zbiorowych celach śmierci w więzieniach Polski Ludowej.
Obraz podły i straszny ale z elementami wisielczego humoru autorów wspomnień. Pozwolę sobie zacytować jeden fragment ze wspomnień pana Stanisława Szury z Krakowa:

Myślenie o wyroku wykańczało psychicznie. Ja zawsze, nawet w tych tragicznych momentach, szukałem jakiegoś elementu optymistycznego. To mnie podnosiło na duchu. Jakże by nie, skoro trafiały się takie osobowości, jak Franek Gąsienica-Kleryk, pseudonim APOSTOŁ. Fantastyczny góral, oficer od OGNIA. Franuś opowiadał nam o swoim życiu znakomite historie.
Kiedy przyszli go aresztować, siedział w kryjówce z całym arsenałem broni: mogłem uciekać - mówił - ale musiałbym zostawić broń, a to nie honor. Więc biłem się do ostatka. Już do mnie podchodzą, alem sobie przypomnioł, co mi major OGIEŃ powiedzioł: - Jak cie będą brali, to strzel se w łeb, bo cie będą okropnie po pysky bili. Więc wzionem śturpawę i rym. Walnąłem sobie w skroń i górą czaszki kula wyszła. Tyrpło me ino i stoje. Wzionem pepesze, przytrzymoł i wtedy mi seria przeszła przez głowe i siedza cholera. Biere hungranat, wyciągnąłem nitke zebami, wsadzam do kieszeni i cholera niewybucha. i w tym momencie oni wpadają i krzyczą: porusznik poddaj się! A ja im ino - ty sie poddaj! Granat za okno wyrzuciłem, wybuchł cholera i w tym momencie mnie tyrpło".

i drugi watek opowieści APOSTOŁA:
- Pan Plutonowy katolik? (APOSTOŁ zagaił pilnującego go ubeka)
- tak.
- a ilu było apostołów?
- dwunastu.
- Gówno prawda - odpowiedział Franek - bo trzynastu. Ino ja jestem tu i pepeerowców z parabelki nawracam."

Książkę szczerze polecam.
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 1 month later...
acer żeby napisać to, co napisałeś to trzeba wykazywać się albo kompletną niewiedzą, albo baaardzo złą wolą.

Człowiek miał do wyboru albo ukrywać się i odwiedzać rodzinę, albo siedzieć w więzieniu poprzedzonym ubeckim śledztwem ( w lepszym wypadku). Winą tego człowieka było tylko to , że był żołnierzem AK i nie dał się aresztować. Czy twoim zdaniem byłby lepszym mężem gdyby dał się zabić, albo posadzić ?
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

jakby mi jeden post zaginął kierowany do acera... może to znak.
Acer.. niby Boże Narodzenie, i człowiek językiem pokoju powinien mówić, XXXXXXXXXXXXX.
Jednak jak Pismo Św. mówi, że nawet sam Jezus stracił cierpliwość dnia pewnego, kiedy to ze świątyni wygnał i rozpędził tłum przekupek i handlarzy. Posprzątał.

Na Wigilie, Święta Bożego Narodzenia, na przyjazd gości, czy ważnej osoby a wreszcie dla własnego dobrego samopoczucia od czasu do czasu dom się sprząta z wszelkiego śmiecia.

Jeżeli Polska jest naszym domem, i jeżeli domownicy mają czuć się dobrze, chcą godnie przyjmować gości, chcą widzieć harmonię dookoła, rozwijać w sobie i przekazywać młodszym wartości, które pozwoliły temu Państwu i Społeczeństwu przetrwać rozmaite zawieruchy dziejowe ... widzisz acer, trzeba będzie dnia któregoś posprzątać nasz dom XXXXXXXXXXXXXX


Post został zmieniony ostatnio przez moderatora Czlowieksniegu 16:39 23-12-2009
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

O hoho, a tu emocje widzę były, komuś ciśnienie podniosłem ?
Kartki świąteczne nawet doszły ??

Czym ? pewnie wytknięciem braku rozsądku ?

Albo się wybiera zakładanie rodziny albo partyzantkę i strzelanie do UB. A tak dało się UB kolejny łatwy cel dla represji.

Ps. kindzal, a barszcz czerwony do uszek to tylko wylewasz za okno czy rozstrzeliwujesz ?? :))
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

zależy o kim mówisz AKMS. Bo jeżeli o ubekach, co to sprzątali bezbronnych to się z Tobą zgadzam.

Sposób dowodzenia, że ktoś kto siedział w lesie i trzaskał zdrajców, to wystawiał kogoś innego na szwank jest trochę chybione. W ten sposób można zanegować i Powstanie Listopadowe, i Powstanie Styczniowe, Powstania Śląskie, wojnę 1920 r i ogólnie Polskie Państwo Podziemne.

Dla przykładu, Żydzi nie zwalczali ani swoich morderców ani zdrajców i stanęli na granicy biologicznego unicestwienia.

Represji nie wywoływali, bo te były cały czas. Jak nie zwiał do lasu, to albo go zabili, albo wysłali za Ural. wielu żółnierzy II Armii WP po powrocie z frontu chcąc ratować swoje życie wracało do lasu, wielu, którzy chcieli wstąpić do I lub II Armii WP spod drzwi RKU wiało z powrotem.
W myśl bolszewickiej praworządności co niektórych tutaj, ideałem obywatela w Polsce od 1944 był taki, co albo witał zdrajców czerwoną chorągiewką i sam wydawał ludzi ubecji i NKWD albo taki, co w imię braku represji dał się zabić albo wywieźć na Wschód, prawda acer?
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Sposób dowodzenia, że ktoś kto siedział w lesie i trzaskał zdrajców, to wystawiał kogoś innego na szwank jest trochę chybione. W ten sposób można zanegować i Powstanie Listopadowe, i Powstanie Styczniowe, Powstania Śląskie, wojnę 1920 r i ogólnie Polskie Państwo Podziemne."


Akurat chybione. Wcale nie chodzi o jakiekolwiek Powstania i negowanie Państwa Podziemnego. Co to za rozmywanie niewygodnej prawdy.

Tu chodzi o nieodpowiedzialność i zero zdrowego rozsądku owegoż Pana Partyzanta. Zajmować sie konspiracją i walką z UB, zrobić sobie kolejne dziecko i iść na powrót do lasu.
Mając pełną świadomość, co teraz UB może zrobić z żoną w ciąży, i w ogóle z całą rodziną bliższą i dalszą - bo skoro zrobił dziecko to na pewno przychodzi do domu a tam udzielają mu i innym pomocy.


Najłatwiej im się jednak "sprzątało bezbronnych i do tego kupa, lub z zasadzki"

Tak było AKMS - vide mord pod Skaryszewem, kiedy bandziory posprzątały" z zimną krwią oprócz frontowego oficera WP (nie UB ani KBW) jego żonę w ciąży, i schwytanych żołnierzy z obstawy.
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Ostał się ostał, bo nie wszyscy od dzieci do starców chwytali za kosy i lecieli rąbać ruskiego.

Trudno, niezrozumiemy się. Teren z praktycznie trwającym stanem wojennym, wieś pewnie z informatorami bezpieki, a znajomymi lub bliskimi rodziny partyzanta, a temu do głowy przychodzi do głowy zrobienie dziecka żonie w takim czasie, i łaskawe przyjście na opłatek. A panowie z UB pewnie przypadkiem trafili potem do tego domu.

Przez utrzymywanie takich więzów" rodzinnych to marnie skończył ostatni partyzant podziemny w PRL - bo daleki członek rodziny z wiedzą zdradził go i powiedział, że przychodzi do swojego konspiracyjnego" dziecka.
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Franczaka, bo o nim zapewne piszesz, podał Stanisław Mazur- krewny żony ostatniego leśnego.
Choć, szczerze pisząc, nie potrafię uznać Go za partyzanta. Bo trudno za takiego uznać człowieka, który w latach 60-siątych kryje się w lesie.

PS Wiedza i donosiciele to jednak mało- Franczaka rozpracowywano przez kilkanaście lat ( do śmierci w 1963 roku ).


Post został zmieniony ostatnio przez moderatora Czlowieksniegu 15:23 26-12-2009
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

SZUKAM, bardziej chodziło mi o ludzi pokroju Kurasia, NSZ-owców i resztę takich bandytów, jak ci spod Skaryszewa.
Co nie zmienia faktu, że i część funkcjonariuszy UB czy MO odznaczało się bestialstwem. Szczególnie w pierwszych latach po wojnie.
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Temat został przeniesiony do archiwum

Ten temat przebywa obecnie w archiwum. Dodawanie nowych odpowiedzi zostało zablokowane.


×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie